RECENZJA [XBOX] - ODDWORLD: STRANGER’S WRATH
SS-NG #30 KWIECIEŃ 2005






"TomisH" - Czlowiek Enigma
PRODUCENT:  Oddworld Inhabitants WYDAWCA:  Electronic Arts GATUNEK:  mix ;] WWW CENA:   45$ PLATFORMY:   XBOX
    Niewiele gier robi na mnie ostatnimi czasy naprawdę ogromne wrażenie. Ba – o bardzo dobre wrażenie już trudno. Stąd moje zaskoczenie, gdy od momentu pierwszego zapuszczenia na Xboxie Oddworld: Stranger’s Wrath minęła nocka a ja dalej brnąłem w ten fantastyczny świat. Nie dawałem tej grze szans - oj jak bardzo się pomyliłem…
Pomimo słówka „Oddworld” w tytule w grze tej nie uświadczymy Abe’a. Po porażce ostatniej odsłony serii twórcy przenieśli akcję na dziwny, dziki zachód a główna rola dostała się niejakiemu Strangerowi, czyli po naszemu – Nieznajomemu. O naszym bohaterze z początku niewiele wiadomo, prócz tego, że zajmuje się łapaniem bandziorów dla kasy, a kasy potrzebuje na operację męczącej go „przypadłości”. Stąd naszym głównym celem w grze zostaje wyłapywanie za mamonę bandziorów, przy czym martwi są oni naturalnie mniej warci niż żywi.


  Zebranie na placu


Sceptycznie nastawiony przebrnąłem przez tutorial rodem z platformówki. Gdybym już tutaj odłożył tytuł na półkę stałaby się rzecz straszna – nie doceniłbym jednego z najlepszych tytułów tego, jak i zeszłego roku. Jak wspomniałem rzecz dzieje się głównie na dziwnym zachodzie, co czuć już w pierwszym mieście – chałupki z drewna, pył, wiatr i kurz, wszędzie piasek. Po oddaniu do paki naszego pierwszego bandziora i wysłuchaniu jego odgrażania się, że brat bliźniak przyjedzie ze swoimi zbirami go odbić, inkasujemy pierwszą wypłatę. Potem przychodzi czas na rozejrzenie się po mieście.


  Zebranie na placu


Miasteczka mają pewne ważne przybytki. Przede wszystkim Bounty Store, gdzie przyjmujemy zamówienia na głowy kolejnych przestępców. Następnie General Store, gdzie przed każdą misją zakupić można ekwipunek i różnego rodzaju ulepszacze dla naszego Nieznajomego, a ponadto zajrzeć do magicznej kuli, aby zobaczyć, co nas czeka w niedalekiej przyszłości. Miejscowości zamieszkuje rasa kuropodobnych (kurokształtnych?), którą ja osobiście nazywam kurakami. Można z nimi zagadać, przy czym rozmowy odbywają się automatycznie. Jeżeli Stranger szuka akurat jakiegoś bandziora, zaczepiony kurak zostanie zapytany czy czasem nie zna miejsca jego pobytu. Gdyby „przypadkiem” komuś chciało się rozpętać bójkę strzelając z liścia jakiemukolwiek mieszkańcowi, najpierw zbierze się ich małą grupka i będzie chciała cię przegadać, potem zaś wszyscy się pochowają a z megafonów popłynie błagalny głos burmistrza: „Nie masz żadnych szans, opuść natychmiast miasteczko!”. Humor zawsze był mocną stroną serii Oddworld.

Naszą bronią podstawową jest dwukomorowa kusza i zanim podejmiemy się złapania kogokolwiek musimy zatroszczyć się o amunicję. Tej szukamy w trawie lub na drzewie. Nie, nie – nie jest ona jakoś przesadnie pochowana na planszy, po prostu w grze Stranger jako „naboi” używamy żywych stworzonek. Podstawową i niekończącą się amunicją jest Buzzfly – elektryzująca mucha. Przy jej użyciu łapiemy inne stworzonka, jak i uruchamiamy elektryczne przełączniki, możemy też „zszokować” wroga. Szybko łapiemy wiewióry, które mają za zadanie gadaniem przyciągnąć uwagę przeciwnika. Dalej mamy pajęczaki służące oczywiście do związywania bandziorów, pancerne żuki ogłuszające oraz gryzonie przypominające kosmitów z filmu „Critters”, podobnie zresztą żarłoczne. Troszkę później do naszego wesołego zwierzyńca dołączy „dobry na wymioty” skunks, szybkostrzelna pszczoła oraz Boombat – wybuchowy gacek. W miarę rozwoju fabuły każdy typ amunicji może zostać udoskonalony w sklepie, pajęczaki np. będą mogły powiązać ze sobą kilka osób, wiewióry zaś dzięki „wbudowanym” megafonom uzyskają większy zasięg wabienia.
Od czasu do czasu trafi nam się także w General Store na amunicję specjalną, taką jak powiedzmy snajperskie komary. W razie braku silniejszych środków możemy zawsze przywalić zaś z piąchy. Samych „Upolowanych” zasysamy dostępnym na wyposażeniu każdego łowcy oddkurzaczem, przecież nie będziemy targać pięćdziesięciu luda na plecach…
W grze do dyspozycji mamy dwa widoki: FPP i TPP. Ten pierwszy używany jest naturalnie do strzelania, drugi natomiast do szybkiego przemieszczania się z miejsca na miejsce, szczególnie, że Nieznajomy potrafi zasuwać na wszystkich czterech kończynach. Ma to także swoje zastosowanie w walce, bo możemy z rozpędu wpaść na przeciwnika i powiedzmy wbić go na kolce. Po podjęciu się zadania nie wystarczy wyjść poza granicę miasta myśląc, że tam już spokojnie czeka na nas poszukiwany/ana. Czasami, szczególnie w późniejszych rozdziałach gry, dotarcie do głównego bandziora może nam zabrać kilkanaście minut, a sama walka z nim drugie tyle.
Niekiedy trzeba najpierw kogoś odnaleźć, aby poznać tajne hasło na złomowisko. Innym razem, chcąc wywabić wroga z kryjówki musimy zaryczeć jak określony zwierz, który to ryk zna jedna osoba w mieście a nauczy nas go pod warunkiem, że… I tak z platformówko-strzelanki robi się także prościutka przygodówko-łamigłówka.

  Zebranie na placu


Główne bandziory mają zawsze przy sobie spory orszak podwładnych, z którymi musimy się najpierw rozprawić. Każdy wróg ma ograniczony zasięg wzroku, co doskonale widać na wykorzystywanym przez Strangera radarze (kto grał w Commandos wie o co biega). Najczęściej czaimy się czy to w wysokiej trawie, czy za załomem i załatwiamy delikwentów pojedynczo, by na końcu dobrać się do ich szefa.


  Zebranie na placu


Generalnie nie warto stosować taktyki „na Jana” i wbijać w sam środek wrogiej ekipy, bo źle wtedy kończymy, tym bardziej, że w grze nie ma apteczek. Spokojnie jednak – Stranger dysponuje umiejętnością samoregeneracji („Strzepnijmy zło!”), a przynajmniej tak długo, jak długo mamy zapasy dość szybko odnawiającej się tzw. Staminy, czyli po naszemu – wytrzymałości.

Powróćmy na chwilę do sprawy zbierania kasy, bo tą możemy zdobyć nie tylko oddając bandytów w ręce sprawiedliwości, lecz także znajdując w lokacjach. Skrzynki, beczki i tym podobne rozlatują się przy uderzeniu pięknie w drzazgi, niejednokrotnie wypluwając ukrytą w nich walutę. Ponadto w wielu miejscach poukrywane zostały skarby, łupy pochowane przez bandziorów, a i jaskinia z drogocennych kryształami się trafi. Mniej opłacalne jest wspomniane już obijanie kogo popadnie, za to podwędzeniu ciężko uciułanych zarobków z domu farmera (oczywiście tak by nie widział) zapewne nikt się nie oprze. Podobnie zresztą jak cennej figurki należącej do strachliwych i krzykliwych mieszkańców pewnego maleńkiego miasteczka…
Grafika w grze jest wyśmienita. Chociaż przez chwilę zastanawiałem się, czy PS2 na serio nie dałoby grze rady to doszedłem do wniosku, że jeżeli ta gra miałaby „chrupać” na tym sprzęcie (a tak się zapowiadało) to chwała twórcom za ONLY ON XBOX. Wszystko jest niesłychanie płynne, spadki we framerate się nie zdarzają, a zapisanie stanu gry oraz jego odczyt trwa niezauważalną chwilkę. Loadingi pokazują się wyłącznie podczas pokazywania tytułów kolejnych rozdziałów (rozgrywka podzielona jest na chaptery). Przede wszystkim jednak zaprezentowany w STRANGERZE świat jest cholernie spójny pomimo naleciałości industrialnych czy „etnicznych”. O co chodzi? Podejrzewam, że nie każde miasteczko na dzikim zachodzie miało wodociągi i zaawansowany system kanalizacyjny, a już na pewno gdzieś tam w prerii nie majaczyła pradawna, jajowata świątynia. Dodatkowo z czasem sceneria jeszcze nam się zmieni, lecz to wszystko razem dalej trzyma się przysłowiowej kupy i nawet przez moment nie pomyślałem, że „coś tu nie gra”. Mało tego – na pierwszy rzut oka nie zauważa się kunsztu grafików wyrażającego się w dbałości o najdrobniejsze detale, ale uwierzcie mi – tutaj wszystko jest na swoim miejscu, każdy kamyk, każda beczka, każdy kawał zdezelowanej blachy. Gracz nie zastanawia się „jak oni to zrobili”, tylko po prostu zostaje pochłonięty do reszty. On staje się Nieznajomym.

Wady? To już zależy od punktu widzenia. Jednym może nie przypaść do gustu umiejscowienie akcji gry, chociaż jak dla mnie, pomimo że to w większości dziki zachód, nadal czuć tutaj klimat „dziwnego” świata. Innym być może nie spodoba się dość schematyczna mimo wszystko rozgrywka, co w moim mniemaniu całkowicie rekompensują śliczne miejscówki. Wreszcie możnaby przyczepić się do przez większość czasu niezauważalnej ścieżki dźwiękowej, ale zrzucę to na karby zatracenia się w rozgrywce. Warto zobaczyć, jak Stranger biega na czworaka i swobodnie pokonuje zakręty (animacja głównej postaci jest świetna!) Warto zobaczyć jak przeciwnik wciągany do odkurzacza chwyta się łapami gruntu by nie zostać wessanym. Warto posłuchać gadania upierdliwego wiewióra załadowanego na kuszę. Warto… Oj, co ja tam będę Wam dalej marudził – po prostu warto!

--
Gra, którą zabrał bym na bezludną wyspę i skombinował dla niej konsolę, TV i prąd – jest aż tak dobra.
RECENZJA [XBOX] - ODDWORLD: STRANGER’S WRATH
SS-NG #30 KWIECIEŃ 2005