C.I.A - ONLY ONLINE - Lan 4 Fun - relacja
SS-NG #30 KWIEWCIEŃ 2005






Karol "AsCoT" Obrzut
Przemysław "pshemozz" Zawada
    Chłodny, kwietniowy dzień dawał się mocno we znaki. Przenikający do głębi zimny wiatr wdzierał się w każde zakamarki, powodując przechodzące co chwila silne dreszcze. Zachmurzone niebo nie dawało żadnych szans na jakąkolwiek poprawę ani nadziei na takową w jakiejkolwiek przyszłości. Jednak to wszystko nic nie znaczyło dla dwóch dzielnych redaktorów SS-NG, którzy równym, prostym krokiem odważnie podążali przed siebie, mając w głowach tylko jedną myśl, tylko jeden cel: dotrzeć na LAN4FUN!
Ale ich determinacja nie była czymś wyjątkowym - dotyczyła ona także wielu innych, którzy przybyli z najróżniejszych zakątków Polski po to, aby przez dwa dni i jedną noc bez przerwy oddawać się pasji grania (i jedzenia ogromnych ilości włoskiego przysmaku pod znanym tytułem "pizza"). Albowiem to właśnie w dniach 9-10 kwietnia w warszawskim klubie o zakręconej nazwie "Karuzela" odbyła się piąta edycja imprezy, znanej wcześniej jako Lan Party a obecnie przemianowanej na LAN4FUN, imprezy, podczas której nie robi się nic innego jak tylko gra od świtu do zmierzchu, od zmierzchu do świtu a następnie od świtu do zmierzchu (oczywiście w przerwach między jedzeniem :) ).
Historia imprezy sięga odległego już roku 2003, kiedy to 23 sierpnia odbyła się jej pierwsza edycja. Na nią to drzwiami i oknami wpychali się ludzie, których ogólna suma sięgnęła 50 osób. W roku 2004 odbyły się już trzy imprezy tego typu. Łącznie wzięło w nich udział 381 gości, którzy bez przerwy i bez żadnych skrupułów zabijali się wzajemnie po to, by po ciężkiej grze w miłej atmosferze zjeść wspólnie pizzę.

  Na imprezie nie zabrakło pięknych akcentów


Organizatorzy jednak nie pozwolili o sobie zapomnieć i w tym roku po raz kolejny mieliśmy możliwość, aby spotkać się w większym gronie i pograć w nasze ulubione gry. Oczywiście nazwa imprezy nie wzięła się z sufitu i podstawowym rodzajem rozgrywek była gra po sieci, zwanej czasem LAN'em :). Zresztą właśnie taka idea przyświeca całej imprezie (oczywiście nie podejrzewamy aby ktoś sądził lub rozumiał inaczej, chodzi po prostu o zrozumienie w naszej redakcji - przy okazji pozdrawiamy Naczelnych a w szczególności naszego redakcyjnego bota Emill'a).
Tak więc pewnego pochmurnego ranka na warszawskim Bemowie spotkała się setka uczestników, zwartych i gotowych do walki o najwyższe miejsca na podium i najcenniejsze trofea (jak wiadomo większość z nich pewnie wolała trofea). Jeżeli ktoś nie wie, na czym to polega już biegniemy z wyjaśnieniami. Otóż nie jest tak, że każdy może sobie przyjść i pograć w to co lubi (albo czego nie lubi). Każdy uczestnik musi oczywiście wysłać swoje zgłoszenie na imprezę, którego zasadność będzie rozpatrzona przez łaskawe grono Organizatorów. Następnym krokiem jest wpłacenie wpisowego, które w tym roku wyniosło w zależności od daty rejestracji od 50 do 60 złotych (wpłat w euro na razie nie przewidziano). I oczywiście bardzo ważna sprawa - trzeba dysponować sprzętem, najlepiej swoim własnym. Mowa tu jednak nie tylko o tym, co się mieści w obudowie ale także mowa o monitorach, klawiaturach, myszkach, słuchawkach i tak dalej.

  Niełatwo trafić kogoś z workiem na głowie


Organizatorzy ze swojej strony zapewniają wszelką potrzebną infrastrukturę do grania po sieci (serwery, okablowanie, HUBy, krzesła i stoliki ;) ) a gracze przychodzą z własnymi sprzętami, na których mają swoje ukochane gry. Nie trzeba się jednak martwić o bezpieczeństwo - na salę imprezową mieli możliwość wejścia tylko szczęśliwi posiadacze identyfikatorów (w różnych kolorach, jedne białe, inne takie fajne, pomarańczowe) a na reducie obronnej stał ochroniarz, który nie wpuścił absolutnie nikogo, kto nie mógł się poszczycić posiadaniem wyżej wymienionej plakietki (przy okazji pozdrawiamy pana ochroniarza z pierwszej zmiany, który miał w nawyku co chwila uważnie przyglądać się naszym identyfikatorom, jakbyśmy je co chwila zmieniali).
Zanim każdy uczestnik wszedł do sali, cały sprzęt, z którym przybył, został dokładnie zaewidencjonowany tak, aby później przy opuszczaniu imprezy nie było problemów z wynoszeniem większej ilości komponentów niż się przyniosło. Po dokonaniu tych wszystkich czynności prewencyjno-zapobiegawczych każdy gracz mógł już zająć swoje miejsce na polu bitwy wypełnionym po brzegi innymi komputerami i ich właścicielami.

  LUN4FUN nocą


Strudzeni i spragnieni wrażeń dotarliśmy na tą imprezę około godziny 11, kiedy zabawa była już nieźle nakręcona. Był to dosyć niezwykły widok - pięć dużych rzędów po 20 komputerów w jednym, w sumie 100 monitorów i 100 zaciętych twarz przed nimi siedzących. I nie byli to tacy sobie przypadkowi gracze. Na imprezę zjawiło się w sumie 16 klanów - 11 z nich reprezentowało znaną dyscyplinę sportową o wdzięcznej nazwie Counter-Strike (wersja Source) i 4 namiętnie grające w produkt armii amerykańskiej o zaskakującej nazwie America's Army. Przewidziany wachlarz gier był dość szeroki, jednak z naszych obserwacji wynikło, że tak naprawdę trzy gry zdominowały całą imprezę: Counter-Strike (obowiązywał jak napisaliśmy wersja Source ale zdarzały się momenty, kiedy ludzie ze względu na sentyment grywali również w 1.5 jednak były to gry spoza konkurencji), America's Army (wersji nie pamiętamy :) ) oraz Quake III. Z tych trzech zdecydowanym faworytem był stary, poczciwy CS.
Poza tymi trzema grami można było jednak zauważyć inne, np. Call of Duty, Starcraft, Warcraft, NFS: U2. Zdarzały się też momenty, kiedy zdesperowani uczestnicy grali w wielce popularne gry typu Saper, Pasjans a także niezwykle znany i lubiany Skejcik jednak były to raczej przerwy w poważnych rozgrywkach (poza tym czy ktoś widział sapera on-line?).
Oczywiście cała impreza nie polegała tylko na luźnym graniu - organizatorzy przewidzieli wiele konkurencji, w których praktycznie każdy mógł wziąć udział. Zdecydowanie najważniejszą i najbardziej popularną (aż 50 startujących o miano najlepszego) z nich był konkurs o wdzięcznej nazwie Mouse Padł. Zasady były proste - trafić myszką do pudła stojącego od miotacza w odległości około 4 metrów. Same myszki zniosły tą konkurencję zaskakująco nieźle a laur najlepszego z najlepszych, po przejści eliminacji, półfinału i finału przypadł graczowi o nicku CrOw^ z klanu r0x, który udowodnił, że umieć używać nie oznacza tylko kliknąć kiedy trzeba ale również rzucić tam gdzie trzeba. Zwycięzca zapytany po konkursie stwierdził, że czuje się ogromnie zaszczycony wygraną a nagrodę, którą otrzymał za zajęcie pierwszego miejsca z pewnością nadmucha i wypróbuje. Na wszelki wypadek, aby nie było jakichś niedomówień, dodam, że nagrodą tą była piłka do gry firmy ASUS.
Inne konkursy były równie ciekawe i przynosiły równie dużo zabawy, np. ułożenie w klawiaturze wyjętych wcześniej klawiszy. Zwycięzca musiał zrobić to jak najszybciej i jak najwierniej oddać rzeczywiste ułożenie literek i symboli - praktyka z wieloletniego grania w różne gry na pewno była wskazana. Inne zadanie czekało osobę, która jako pierwsza zareagowała na ogłoszenie kolejnego konkursu (jednego z tzw. orientalnych turniejów - czyli wymyślonych podczas imprezy), który musiał odpowiedzieć na trudne pytanie dotyczące ilości schodków na jednej z map do CS-a. Jeszcze bardziej wyrafinowanym konkursem było znalezienie przepisu na jajecznicę, ukrytego w kodzie źródłowym wewnętrznej strony LanParty (zwycięzcy gratulujemy i życzymy smacznego). Pozostałe konkurencje nie były wcale gorsze ale było ich na tyle dużo, że musielibyśmy im poświęcić jeszcze wstępniak w CIA (na co Naczelny na pewno się nie zgodzi) i Star Zone (na co na pewno nie zgodzę się ja - przyp. Pshemozz).
Pierwszy dzień w większości poświęcony był raczej luźnym, niezobowiązującym grom między klanami, w tym dniu odbywały się głównie eliminacje do późniejszych turniejów. Choć mogłoby się wydawać, że 100 osób to niewiele i można spokojnie się dogadać w kwestii rozgrywek to jednak organizatorzy starając się jak najbardziej ułatwić komunikcję między graczami uruchomili specjalny serwer IRC, który był pomocą dla ekip.
Przechadzając się między graczami i obserwując uważnie salę zauważyliśmy niestety jedną prawidłowość, która dotyczy bodajże całej dziedziny komputerowej. Otóż wśród setki graczy znajdowały się tylko trzy reprezentantki płci pięknej. Był to jeden z powodów narzekań niektórych graczy, którzy poza własnymi monitorami lubią również podziwiać realne piękno. Na pewno brakowało tego graczom z klanu Deadly Ducks, którym oprócz braku dziewczyn dokuczał brak napojów. Ale srodze zawiódłby się ten, kto by sądził, że kobietę jest łatwiej ograć. Na pewno stracie z jasnowłosą Benitą byłoby dla wielu nie lada problemem. Już po raz drugi przybyła ona aż z Wrocławia na czele swojego klanu ZiP na LanParty aby siać postrach i zniszczenie wśród graczy w CS-a.


  Nigdy nie wiadomo kiedy sen nadejdzie


Jak sama stwierdziła, nie brakowało jej towarzystwa pięknej płci albowiem woli grać z facetami. Dlaczego? „Bo się przynajmniej ruszają i grają a nie stoją gdzieś i czekają najlepiej z AWM”. (Sam klan nie brał udziału w turniejach ale ktoś, kto szefuje klanowi od 2001 roku musi mieć rację, prawda? ;) . Druga z dziewczyn, Marta z klanu vokal na imprezę przyjechała z Gdańska. „Przyjechaliśmy już w piątek a w sobotę wczesnym rankiem byliśmy juz w klubie”. jak widać poświęcenie niektórych było naprawdę wielkie Marta była jedną z osób, która wzięła udział w dość nietypowej grze PAPERHEADS. Był to pojedynek 1v1 z tą małą niewielką innowacją, że obydwaj gracze na głowach mieli papierowe worki. Oczywyiście wygrał ten, kto pierwszy zabił drugiego a pomóc mu mogli tylko partnerzy, podpowiadający gdzie iść i kiedy strzelać.

  100 graczy + 100 komputerów czyli LUN4FUN


Jako że impreza trwała bez przerwy tak więc noc nie była spokojna. Wciąż trwały gry, wciąż walczono na wielu mapach. Jednak noc jest nocą a zmęczenie wzięło górę nad sporą ilością zawodników i w późnych godzinach nocnych w wielu mijscach sali pijawiły się śpiwory, prowizoryczne posłania a niektórzy nawet nie trudzili się, aby na czas snu odejść od komputera. Jednak redaktorzy SS-NG nie dali się zmęczeniu i wciąż uważnie obserwowali co się dzieje na sali. A działo się cały czas.
Jeden z wytrzymałych, Norbert z Warszawy (klan aGu.cs) wytrwale w ciemnościach walczył z przeciwnikami. Zanim nastała noc jego klan wygrał trzy mecze tak więc w nocy przyszedł czas na luźny trening przed następnymi wyzwaniami. Nornert był pierwszy raz, ale już wtedy, z racji miłej atmosfery był zadowolony ze swojego przybycia. Stwierdził, że nawet jeśli się zmęczy nocnym graniem to godzinka przespania na pewno wystarczająco go zregeneruje.
Nocny szum komputerowych wiatraków co chwila był przerywany głośniejszymi okrzykami – raz radości a raz raczej zdenerwowania. Jednak o godzinie 3, 4 rano jedynie połowa monitorów była w użyciu, reszta wygaszona czekała na swoich śpiących właścicieli.
O godzinie 5 sala zaczęła ożywać, kryzys minął i coraz więcej graczy zaraz po otwarciu powiek wracało na swoje stanowiska, zaczynał się kolejny dzień potyczek. Niedziela obfitowała w półfinały i finały wszystkich turniejów. W szranki stanęły dotychczas najlepsze klany, które oddzielone od siebie grubymi zasłonami konkurowały o miano najlepszego. Dla pozostałych na pewno miłym był fakt, że przebieg gier można było obejrzeć na telebimie wiszącym nad sceną, co w związku z niewielkimi wymiarami monitorów dawało wszystkim możliwośc obejrzenia tego, jak walczą o trofea najlepsi.
Jednocześnie odbywały się finały konkursów mniej związanych z grami jak np. wspomniany już Mouse Padł czy składanie klawiatury na czas (dla chcących się wprawić polecam wymontowanie z klawiaturki wszystkich guzików i włożenie ich z powrotem na miejsce w 10 minut).

  Składanie klawiatury na wyścigi


W całej sali przez cały czas obecna była pomoc techniczna, dzięki której każdy mógł liczyć na pomoc w przypadku gdyby cokolwiek nie chciało chodzić tak jakby chciał właściciel komputera, każda gra miała zresztą swoje oddzielne stanowisko w dziale technicznym (z braku ludzi u organizatora jedynie America’s Army nie była najlepiej reprezentowana w technicznym, jednak z moich informacji wynika, że zostało to już nadrobione i następna edycja będzie bardziej udana pod tym względem).
Niektórzy mogli liczyć nawet na więcej niż na zwykłą pomoc, jeden z uczestników mógł się pochwalić wyjątkowym pechem – najpierw na początku imprezy dosyć pechowo uszkodził sobie dość mocno głowę (gracze w Call of Duty lubią tak komuś robić za pomocą kolby) a następnie, po opatrzeniu i powrocie do swojego komptera okazało się, że współpracy odmówił twardy dysk... . Na szczęście szybko wygrzebano zapasowy i po kilku godzinach bojów pechowy uczestnik mógł oddać się temu, po co przyjechał.
Około południa zaczęły się rownież pierwsze odwroty. Niektóre klany po przegranych turniejach decydowały się na opuszczenie imprezy, co nie dziwi zwłaszcza w przypadkach kiedy przyjechały spoza Warszawy i miały jeszcze trochę drogi powrotnej. W ten sposób przedwcześnie z imprezy zniknęła jedna z trzech przedstawicielek świata kobiet co było dodatkową stratą.
Jednak wytrwali grali do końca aż do momentu, kiedy mogli odebrać główne nagrody za zwycięstwa w turniejach. Nikt nie zwycięzców nie odszedł bez niczego a wszyscy mają nadzieję, że w następnej edycji nagrody będą jeszcze cenniejsze (a graczy będzie jeszcze więcej).
I w ten oto sposób, po wielu potyczkach, po hektolitrach przelanej krwi, po wielu emocjach, radościach i załamaniach kolejna edycja LAN-owej imprezy dobiegła końca. Pozostało jeszcze oczekiwanie na odprawę czyli sprawdzenie wszystkich wychodzących, czy opuszczając lokal na pewno wychodzą tylko ze swoim sprzętem. Najbardziej rzucającą się w oczy pozostałością po uczestnikach był wielki stos pudełek po pizzy.
Z opinii usłyszanych na imprezie a także z dotychczasowych wypowiedzi na forum dyskusyjnym LanParty można mniemać, że goście byli zadowoleni z całości imprezy, choć zdarzały się krótkie i niewielkie potknięcia (zanik prądu w sobotę przed południem u połowy uczestników był chyba najbardziej dotkliwym). Niektórzy z uczestników postulowali np. urządzenie imprezy w lokalu, w którym będzie mogła znaleźć się np. galeria dla odwiedzającyh, chcących zobaczyć na własne oczy, jak taka zabawa wygląda. Jest to na pewno pomysł, nad którym organizator powinien pomyśleć przed następną edycją.
Na pewno trzeba będzie również pomyśleć nad zrobieniem osobnego wejścia dla dostawców pizzy – panowie w czerwonych uniformach i z pudłami pełnymi smakowitej wyżerki wręcz mijali się co chwila w drzwiach wejściowych a na sali co jakiś czas było słychać wezwania o odebranie swojego zamówienia.
My natomiast w chłodnym, kwietniowym wietrze, udaliśmy się do domów, aby spisać tę oto relację. Mamy nadzieję, że następna edycja LUN4FUN odbędzie się jak najszybciej i na pewno będziemy o tym fakcie zawczasu informować naszych czytelników.
C.I.A - ONLY ONLINE - Lan 4 Fun - relacja
SS-NG #30 KWIEWCIEŃ 2005